1 stycznia
Witajcie posylwestrowo. Rozpoczynamy nowy rok. Oby był on dla nas wszystkich lepszy, niż poprzedni.
Jak minęła Wam zabawa sylwestrowa? U mnie jak co roku była „domówka” (czy używa się jeszcze tego słowa?), czyli zjawili się moi rodzice i wspólnie witaliśmy Nowy Rok. O północy niebo było jasne od fajerwerków i sztucznych ogni. Czego nie lubię, to takich małych dzyndzli, co to wcale nie świecą tylko wybuchając robią taki huk, że szyby w oknach dzwonią, a wszyscy podskakują ( co poniektórzy nawet łapią się za serce). Piękne są świetliste fontanny na niebie, śmiech niosący się z balkonów, toasty. Piękne jest to, że o północy 31 grudnia niemal czuć te wszystkie modlitwy i prośby płynące prosto do nieba, uczucie, że dostajemy kolejną szansę, że można coś zacząć raz jeszcze, od nowa …
Zwierzaki przeżyły sylwestra znośnie. Neoś jak co roku wpada w panikę na widok balonów, natomiast huk petard jakoś na niego nie działa. Mela jak zawsze wszystko miała w nosie i spała głębokim snem z którego nic nie było jej w stanie wyrwać. Kicia natomiast w miarę spokojna, mimo wszystko postanowiła świętować w łazience, gdzie było najciszej. O Pimpku ciężko mi się wypowiadać
w każdym razie nie sprawiał wrażenia przestraszonego…
Kasiek w kurtce na balowej sukni machała zimnymi ogniami na balkonie, a potem spod pachy Łukasza przyglądała się szaleństwu na dworze. Fajnie było …







