święta, święta i …
Ech, ten cudny, magiczny czas powoli się kończy i znów trzeba będzie czekać cały rok na następne Boże Narodzenie. Kocham święta. Odwiedziłam rodzinę Łukasza – wspaniałych, dobrych, niezwykłych ludzi, uśmiałam się do łez i ogrzałam w cieple domowego ogniska, którego nieustanną strażniczką jest mama Ala. Uściskałam przekochaną babcię Anię, która jest najlepszą babcią na świecie i mam nadzieję, że serce nie będzie jej już więcej dokuczać. Tata Włodek jak zawsze brylował i rzucał swe cięte riposty rozśmieszając wszystkich i sprawiając, że nastrój przy stole był wyjątkowy i serdeczny. Był jeszcze wujek Tadzio z wyglądającym jak pluszak nowym psiakiem – Willym, oraz wujek Antek, który opowiadał niezwykle ciekawe rzeczy i zaskakiwał swoją wiedzą na temat świata. Moja śliczna szwagierka – Martyna, powalała swym wyglądem, robiąc największe wrażenie na swoim narzeczonym Krzysiu, który dojechał nieco później. Pod stołem natomiast królował Morris – rasowy beagle, którego miałam zaszczyt wybierać z miotu i przywieźć do nowego domu…
Po powrocie do domu, gościliśmy u moich rodziców. Do późnych godzin nocnych toczyły się rozmowy przy stole, było dużo radości i duuuużo pysznego jedzonka. Prezenty wywoływały salwy śmiechu, ale spełniło się też nie jedno małe marzenie …
I oto chyba chodzi w świętach. Żeby w końcu znaleźć czas dla siebie, pobyć ze sobą, porozmawiać i pokazać, że nam na sobie zależy … że się kochamy … Pod tym względem moje święta były bardzo udane, a Wasze ? Mam nadzieję, że też
O prezentach napisze kiedy indziej, pokażę Wam tylko pierwszy zestawik do haftu, który dostałam i na który rzuciłam się poprostu z pazurami i zamiast iść spać o ludzkiej porze, hafciłam pół nocy
Idzie mi powolutku, bo dawno nie trzymałam igły w rękach, ale można powiedzieć, że delektuję się każdym krzyżykiem
No i kto zgadnie, co to będzie ?
Potem wróciliśmy do moich rodziców







