step by step
Dziergam sobie powolutku. Mało mam teraz czasu na moje ukochane szydełko. Ech, w wakacje to było dłubanie – czasem pół dnia, w cieple słoneczka. Cicho, spokojnie. Teraz czas nabrał strasznego przyspieszenia. W szkole jedna lekcja goni następną. Śniadanie w kółko jem po powrocie – bo w szkole zwyczajnie nie ma kiedy… przerwy tak krótkie, a na każdej milion spraw do załatwienia.
W domu też przewijają się dzieci. Dopiero późnym wieczorem dom się uspokaja. Kasiek w swoim pokoju odrabia lekcje, Łukasz zmęczony pada i śpi, potem łapie laptop i wraca do swojej pracy. A ja siadam przy największym stole, rozkładam książki i robię notatki na następny dzień, planuje lekcje, przygotowuje dyktanda (oj tak, jutro środa, czyli dyktando) i inne pomoce … Jeżeli mi się uda, to wyrwę pół godzinki przed snem na dzierganie, jednak najczęściej jestem tak zmęczona, że ręce i oczy odmawiają posłuszeństwa, a głowa sama opada …
Ostatnio chodziło za mną zacząć coś dużego z elementów. Powoli już się robi, ale o tym napiszę i pokażę kiedy indziej. Na razie chciałam Wam pokazać elemencik na który się co prawda nie zdecydowałam, ale myślę, że ma swój urok oraz serweteczkę nad którą pracuję i która będzie dwa razy większa, jestem dokładnie w połowie
Zdjęcia okropne, bo robiłam je wieczorkiem, serwetka ma kolor kawci z mlekiem (mmmmm, mój ulubiony
)









Zazdroszczę cierpliwości w tworzeniu takich śliczności! chyba mi sie zrymowało