wrr …
Ależ jestem zła …
Rok temu matka (czyli ja) pojechała z córką (czyli Kasią) do ortodonty. Przemiły pan doktor, z wiecznie przylepionym uśmiechem na twarzy, zdecydował o założeniu aparatu stałego („bo jak nie, pani kochana, to trójki rwiemy, górą idą, nic z nich nie będzie…”). Matka dreszczy dostała, ale nic, jak trzeba, to trzeba, zdrowie córki najważniejsze. Koszt aparatu – bagatela – 2.000 zł . Matka nauczycielka zęby zacisnęła, pas zacisnęła i rzeczoną sumę wyłożyła.
Potem pan doktor stwierdził, że dokładnie co 4 tygodnie należy pojawiać się na wizycie kontrolnej – koszt 200 zł. Matka ciut za głośno ślinę przełykając spytała tylko ile takich wizyt się szykuje, dowiedziała o planowanym roku czyli przynajmniej 12 wizytach, szybko obliczyła, że 200 x 12 to 2.400, z cicha jęknęła i wysupłała pierwsze 200. Pomijam, że każda comiesięczna wizyta, za którą buli się jak za zboże trwa ok 3 min. Nic to, wszystko przetrwamy dla dobra dziecka.
Minął rok, pantomogram zrobiony, ząbki dziecięcia prościutkie, matka na zdjęcie metalowej maszynerii się umawia. A tak, i owszem, można, ale to kosztuje – 600 zł !!! Nie ważne, że już grubo ponad 4.000 poszło. Dodatkowo pan doktor postanawia, że zdejmowaniem aparatów trudni się tylko o godzinie 9 rano. Nie pomaga tłumaczenie, że matka pracuje, a zwolnić się ze szkoły nie jest tak łatwo, a żeby płacić za ten cholerny aparat, to trzeba pracować, a nie się zwalniać, i dlaczego akurat o 9 rano, jaki związek ma ta godzina ze zdjęciem żelastwa? Matka – nauczycielka nie wymyśla sobie robić matematyki tylko o 8 rano, a plastyki tylko o 10 … Pan doktor uśmiecha się tylko słuchając i pozostaje nieprzejednany …
Termin zdjęcia aparatu się zbliża. Dziecko wstaje z gorączką, nosem spuchniętym i na tydzień idzie chorować. Matka wizytę odwołuję. Po dwóch tygodniach dzwoni ustalić następny termin. Ustalić można, i owszem, ale pan doktor dawno dziecka nie widział, więc najpierw wizyta przypomnieniowa … ile ? … 200 zł ….
Matką zatrzęsło … i trzęsie do teraz … wiadomo, zdrowie najważniejsze, ale tu już nie mamy do czynienia z opieką medyczną, ale zwyczajnym, bezczelnym wycyckaniem do ostatniego grosza. Ileż można? Słów mi brak, a wizyta przypomnieniowa? Czy ten ##### nie prowadził dokumentacji przez rok lecząc Kasię ? Za co mam bulić 200 zł, na które tak ciężko pracuję ??? Żeby pan ##### sobie przypomniał jaki aparat założył Kasi ?
Ha! A myślicie, że zdjęcie aparatu to koniec? A NIE !!! ZONK !!! Potem zakłada się szyny retencyjne i znowu jeździ się na kontrole … za które się płaci …
Idę się położyć.






