wrr …
Ależ jestem zła … Rok temu matka (czyli ja) pojechała z córką (czyli Kasią) do ortodonty. Przemiły pan doktor, z wiecznie przylepionym uśmiechem na twarzy, zdecydował o założeniu aparatu stałego („bo jak nie, pani kochana, to trójki rwiemy, górą idą, nic z nich nie będzie…”). Matka dreszczy dostała, ale nic, jak trzeba, to trzeba, zdrowie [...]






