Wakacyjny wpis z Hajduszo-Boszlo
Witajcie kochani! Dawno mnie tu nie było, ale wiecie, koniec roku, oddanie moich dzieciaków do czwartej klasy, masa papierkowej roboty … dopiero teraz powoli wychodzę na prostą, a i tak nie do końca, bo czeka mnie egzamin w związku z awansem zawodowym – a że z prawem oświatowym jestem na bakier, mam sporego stresa … no ale nie mówmy o rzeczach frustrujących, tylko o przyjemnościach
Razem z Łukaszem i Kasieńką wyjechaliśmy do Hajduszoboszlo na Węgrzech. Ja jestem tu już trzeci raz i za każdym razem podoba mi się bardziej
Jak tylko jest ładna pogoda idziemy do aquaparku, gdzie dziecko szaleje na zjeżdżalniach, a matka dostojnie moczy się w odmętach cieplutkiej termalnej wody lub w chwilach krańcowej odwagi nurza się wśród masujących bąbelków
Mąż za to wygrzewa się na kocyku, rekompensując sobie brak laptopa namiętną grą na komórce.
Dzisiaj pada, więc porządek dnia został zaburzony i wybraliśmy się do Nyiregyhazy – miejscowości oddalonej jakieś 60 kilometrów, a tak trafiliśmy do zoo. I teraz chciałabym przede wszystkim podzielić się z wami wrażeniami z tego miejsca, bo jest naprawdę niesamowite !!! Zoo ma 24 ha (zwiedzanie zajmuje kilka godzin i czuje się to mocno w nogach) i żyje tu ponad 1000 zwierząt należących do 170 gatunków. Kto będzie miał kiedyś okazję tu zajrzeć – polecam !!! W całym zoo jest czyściutko (nawet w toaletach!), oceanarium zapiera dech w piersiach, szczególnie szklane tunele którymi się idzie, a wokół pływają rekiny i inne drapiezne ryby… w ptaszarni są linowe mostki między palmami, a nad pomieszczeniem dla małp przechodzi się wysoko po szklanej podłodze – bardzo dziwne uczucie … Wszystkie zwierzęta są niemal na wyciągnięcie ręki. Na mojej Kasieńce największe wrażenie zrobiło małe zoo z ogromną liczbą koni, kózek, świnek itd. Za 100 forintów można było kupić torebeczkę przysmaków i karmić zwierzaki
Przyznam, że zachwytów nie było końca i tych torebeczek trochę poszło …
No i śmieszna sytuacja – przepiękne białe tygrysy, krążyły wokół siebie, więc przed szybą, która oddzielała je od widzów może o metr, zebrał się spory tłum, na początku oczywiście my z Kasią z nosami przyklejonymi niemal do szklanej tafli i oczami pełnymi zachwytu, za nami rodzice, dzieciaki, wszyscy sie wpatrujemy, a tu … na naszych oczach potężny biały tygrys skoczył na piękną białą tygrysicę i zaczęli …. hmmm, przyznam, że z Kasią żeśmy od razu czmychnęły, a Łukasz, który stał dalej, długo się śmiał
No a teraz parę zdjęć, tylko parę, bo napstrykałam dzisiaj ponad 600

Jadąc przez Słowację zatrzymaliśmy się nad pięknym jeziorem - Łukasz spał w samochodzie a my z kasieńką poszłyśmy na wyprawę odkrywczą.

Szklane tunele, którym się spacerowało robiły niesamowite wrażenie, wokół pływały drapieżne ryby, byliśmy w samym środku zachwycającego świata wodnego

Linowe mostki, kręte korytarzyki, a za każdym zakrętem, za każdym liściem śledziły nas ślepka niezwykłych stworzeń

Piękne zwierzę - sarna - podchodziła do samej siatki, wysuwała nosek i przyglądała nam się wielkimi czarnymi oczami ... ona patrzyła na nas, a my na nią ...

Pewien mały ktoś nie chciał, aby mu robić zdjęcia, schował się więc pod drewnianym stolikiem, ale blatu nie puścił. W sekrecie zdradzę, że było to szympansiątko

Małpeczka, odprowadzała nas jak długo mogła, czyli jak długi miała wybieg, przekrzywiała łepek raz w jedną, raz w drugą stronę i wyciągała łapki, jakby chciała, aby wziąć ją na ręce

I na koniec Kasia na nosorożcu - siedzenie na nim ma nam zapewnić jeszcze niejeden powrót do zoo w Nyigeryhazie

















