:)
Czy Wy też tak macie ?
Zdjęcie znalazłam gdzieś w necie (przyciełam fotkę, zanim spojrzałam na adres w rogu, zaczyna się na knituit … , kończył się na com) i ujęło mnie swoją trafnością, przynajmniej co do mojej osoby. UWIELBIAM wszelkie włóczki, kordonki, niteczki, gdzie nie idę, zawsze wracam z „malutkimi” trzema moteczkami (przynajmniej), przy tym zawsze coś się za mną ciągnie, bo w torebce, tak na wszelki wypadek, noszę jedną z zaczętych robótek – a nóż trafi mi się w szkole nieprzewidziane okienko, albo wezmą dzieciaki na jakieś badania, a ja będę mogła przyjemnie spożytkować pół godzinki
Jak twierdzi mój pan mąż, nasz dom przypomina sklep z włóczkami. Tak więc zaczęłam omijać e-dziewiarki, fastrygi, zamotane i podobne strony, obchodzę łukiem naszą osiedlową „Igiełkę”, ale cóż zrobić, kiedy włóczka sama za mną chodzi, kilka dni temu koleżanka z pracy przyniosła 6 kłębuszków przepięknej, srebrzystej, mięciutkiej „Puchatki” i w drodze z pracy miała zamiar oddać je do sklepu, bo syn, dla którego miał być w planach sweterek, zdecydowała sie na inny kolor. Myślicie, że oddała? A skąd! Wszystko zgarnęłam
Do domu wróciłam dumna i blada z nowego łupu.
Na powyższym rysunku nawet kot jest podobny do mojego, tylko akurat u mnie obie kotki lubią, gdy przynoszę nową włóczkę do domku, bo dzielą ze mną pasję do kłębuszków







