Incepcja, postępy w szaliczku i wymarzony zegarek.
Dzisiaj razem z Łukaszem wybraliśmy się do kina na ‘Incepcję’. Muszę przyznać, ze film niezwykły, a efekty specjalne naprawdę robią wrażenie. Fabuła dosyć skomplikowana, w niektórych momentach trudno się połapać w czyim śnie właśnie się jest i na którym poziomie. Jednak te chwile zagubienia całkowicie rekompensuje doskonała gra aktorów,a szczególnie Leonardo. Nigdy nie byłam jakąś jego szczególnie zagorzałą fanką, ale trzeba przyznać, że aktorem jest świetnym. Generalnie polecam film wszystkim, może tylko nie kupujcie sobie na seans coli, bo film trwa 2,5 godziny i ja musiałam niestety w trakcie projekcji zduszonym szeptem przepraszać, deptać po nogach, a potem truchtem lecieć do toalety … ale i tak było fajnie
Chwalę się też postępami w szaliku dla teścia – gdy go zaczynałam, miałam obawy czy zdążę go zrobić do świąt Bożego Narodzenia, a teraz moje tempo robienia na drutach przeszło moje oczekiwania
Kończę już prawie pierwszy motek ( mam 3). Robi się cudownie, wychodzi pięknie. Szaliczek jest puchaty i cieplutki, a kolorystyka bajkowo-tajemnicza. Kolory same układają się w pasy, ale pięknie przenikają z jednej barwy w drugą. Ech, no mam nadzieję, że teściowi się spodoba …
Wracając z kina wstąpiliśmy do jubilera. Ile razy tamtędy przechodziłam z utęsknieniem zerkałam na zegarek na wystawie. Upatrzyłam sobie taki skromny, z delikatną, rzeźbioną bransoletką i czerwonym oczkiem. To oczko mrugało do mnie, gdy przyklejona do szyby się w nie wpatrywałam. No i dziś zdecydowanym krokiem weszłam do tego jubilera i miłemu panu za ladą powiedziałam jednocześnie wskazując palcem: Chciałabym ten zegarek … I go mam
Co prawda przy płaceniu serce mi nieco szybciej zabiło, ale w końcu to zakup na lata. I jest śliczny !

Ma nieduży, ale czytelny cyferblat, no i najważniejsze, że owalny, nie lubie kwadratowych, albo prostokatnych zegarków...












