Tak się składa, że zarówno moja rodzina, jak i rodzina mojego męża, ubóstwia zwierzęta – ja zawsze, od najmłodszych lat otoczona byłam zwierzakami – największym przyjacielem, z którym się wychowywałam był Bobik – pinczerek o wiernym, kochanym serduszku. Miał swój charakter, jak czegoś nie lubił to to potrafił nawet warknąć, trzeba go było na spacerach trzymać na smyczy, bo atakował inne psy – z reguły te 5 razy większe od niego … ale te spojrzenie wielkich brązowych oczu … tego nie zapomnę nigdy – zaglądał tymi swoimi ślepkami prosto do mojego serca … odszedł 4 lata temu, miał 17 lat – żałuję, że nie mogę pokazać Wam jego zdjęcia …
Oprócz Bobcia, miałam papużki, kanarki, świnki morskie, rybki, chomiki.
Obecnie, nasza rodzina to ja, Łukasz, Kasieńka, sznaucerek Neo, dwie persiczki Kicia i Mela oraz królik Pimpek. Generalnie w mieszkaniu ciągle coś się dzieje i jest wesoło
Przedstawiam Wam więc dziś Neosia – sznaucerek miniatuka, niesamowicie rozpieszczony, przekochany, przytulak ogromny i moja wielka miłość. Zdjęcia były robione kilka dni temu w czasie upałów, a że do groomera czeka się wieki, chwyciłam nożyczki i odydoliłam Neosia tak jak umiałam – dlatego wygląda, jak wygląda
Chciałam też pokazać Wam Puszka – kota moich rodziców. Gdy Bobik odszedł, moi rodzice bardzo to przeżyli i kategorycznie zdecydowali, że nie chcą już nigdy innego psa. Widzieliśmy jednak z Łukaszem, że po Bobciu została pustka straszna, pojechaliśmy do schroniska na Paluchu i stamtąd wzięliśmy malutkiego, szarego kotka. Z początku rodzice byli zaskoczeni i nieco się wahali przed wzięciem maleństwa, ale po kilku dniach totalnie zawładnął ich sercami i teraz rządzi w domu.














