Jedna z serwetek, które dziergałam na Węgrzech znalazła domek u moich rodziców. Muszę przyznać, że na ciemnym tle prezentuje się całkiem nieźle.
Przy okazji skorzystałam i obfociłam postępy w dłubaniu zasłonki do kuchni:
Dzisiaj też przyszła paczuszka z zamotanego, a w niej między innymi moje pierwsze, już ukochane addiki:
No i zapowiedzi co niedługo … Powoli kończę szaliczek, ponieważ z założenia ma on nie być długi i ma mieć bardzo oryginalne zapięcie – w związku z tym zbliżam się do końca. Jednocześnie totalnie i maksymalnie wkręcona w robienie na drutach rozpoczęłam dłubanie mojego pierwszego sweterka, a właściwie narzutki z włóczki, którą już wcześniej Wam pokazywałam.
Ma niesamowitą fakturę, miejscami to wstążeczka, a miejscami goła nitka, robi się dziwnie, na początku myślałam nawet, że porwałam się z motyką na słońce, bo gdzie tam moje umiejętności – a taka włóczka – i że nie dam rady i nic z tego nie wyjdzie. Jednak dłubię dalej, mam już prawie 10 cm plecków i wychodzi cudo. Jak trafnie określiła to moja koleżanka – taka siatka maskująca – miejscami puchata, a miejscami dziurawa … tylko w cudnych kolorach. Jutro zrobię fotki i pokaże. Najbardziej boję się, że zgubię oczko, bo włóczka jest dosyć śliska, trzeba bardzo uważać …







