Wreszcie wiosna ! (i wstrętne choróbsko)
I znów jestem na zwolnieniu. Tym razem dopadło mnie zapalenie krtani. Chyba pierwszy raz w życiu nie mogę mówić. Otwieram usta, chce coś powiedzieć, a tu cisza … ewentualnie jakieś świszczenie … przyznam, że głupie uczucie.
Za to, to co dzieje się za oknem, jest przepiękne. Dziś termometr pokazywał +12 stopni i przez większość dnia moje mieszkanko tonęło w promieniach słońca. Jak powiedziała moje Kasia po powrocie ze szkoły: „Aż chce się żyć!” – i ja się z tym w 100% zgadzam. Rozpoczęłam więc nieco spóźnione wiosenne porządki. Cichutko liczę na to, że do soboty będę dobrze się czuła, i pomyję wszystkie okna, no bo jak to słońce ma tu do nas zaglądać, gdy szyby szare !
Chciałabym pokazać też Wam co zieleni się wiosennie u mnie w domku. W kuchni na parapecie stanęła skrzyneczka w której razem z Kasią posiałyśmy szczypiorek, majeranek i bazylię. To taki nasz malutki kuchenny ogródeczek. Obok wyrósł mi cały las rzeżuchy. Drugi, bardzo podobny zieleni się na Kasinym parapecie. A żeby nie było, że nic nie szydełkuję, przedstawiam wiosenną podstawkę a la dywanik – na początku miała to być kuchenna łapka, ale wyszła nieco za duża, więc dorobiłam frędzelki i taka serwetko-podstawka powstała. Oraz wyszydełkowałam maleństwo z melanżowej maxi – plan był zrobić komplecik składający się z 6 serwetek, ale ponieważ wykonanie wcale nie było takie proste, jak się z początku zdawało, dałam spokój i poprzestałam na tej jednej.
Obecnie powolutku kończę moją miodową serwetę. Jestem już na ostatnim okrążeniu, jednak brzeg wymaga dużej uwagi w robieniu i idzie to bardzo powoli, nie mniej po trochu zbliżam się do końca …















