A więc tak, nadrabiamy zaległości … Spróbujmy jakoś po kolei …
1) Przedstawiam Wam serwetkę, którą można już było tu oglądać rozpiętą i suszącą się, a teraz leży ona na komódce w przedpokoju. Zrobiłam ją przez święta i z założenia miała przypominać gigantyczny płatek śniegowy.
2) Na serwetce stoi figurka, którą kupił mi mąż. Zakochałam się w niej w lato, gdy byliśmy w Ustce i spacerując codziennie główną ulicą zatrzymywałam się przy witrynie jednego ze sklepów i oczu oderwać nie mogłam od figurki przedstawiające parę z dziewczynką i do złudzenia przypominającą mi mnie, Łukasza i Kasieńkę … Kilka dni temu trafiłam na tą figurkę w Warszawie, a mój mężula, w przypływie romantycznego nastroju, zakupił ją dla mnie … Często na nią patrzę …
3) Ta brązowo-żółta szmatka to serwetka, którą już powoli kończę. Sama jestem ciekawa, jaki będzie efekt końcowy …
4) Przedstawiam Wam też moje koty prosto od fryzjera! Biało-czarna to Kicia. Wszędzie pierwsza, diabelnie inteligentna i straszny pieszczoch, nawet gdy robiłam zdjęcia figurce, próbowała pozować przed obiektywem. Natomiast Mela – biszkoptowa – to śpioch. Postawiłam ją zaspaną na tapczanie i sprawiała wrażenie półprzytomnej …







